Artykuł archiwalny
Czego uczą żagle?
Pytanie to powinien sobie zadać każdy człowiek. Żeglarstwa bowiem nie można zaliczyć, ot tak, po prostu, do sportów wodnych. Żeglarstwo to doświadczenia, które odbijają na nas swoje piętno, jeśli nie zmieniają nas na zawsze. Gotowi na zmiany?
„Hej morze, moje morze,
wdzięczny ci jestem bardzo,
boś ty mnie wychowało,
szkołęś mi dało twardą”
Żeglując, przede wszystkim nabędziemy zupełnie nowy rodzaj umiejętności INTERAKCJI SPOŁECZNYCH. Tej nauki nie da się w żaden sposób ominąć, bo niezależnie jak wielka byłaby jednostka na której żeglujemy – zawsze będzie to powierzchnia znacznie mniejsza od tej do jakiej przywykliśmy na co dzień. Nieustannie musimy dzielić przestrzeń z innymi ludźmi, zazwyczaj przedstawicielami obu płci. Zadziwiające jest jak elastyczni pod tym względem są zwłaszcza młodzi ludzie. Podczas chociażby dwutygodniowej żeglugi możemy doświadczyć doprowadzonej do perfekcji SZTUKI KOMPROSMISU i BEZINTERESOWNEJ POMOCY drugiemu człowiekowi. Nic dziwnego, skoro czasami nie ma innej możliwości wydobycia potrzebnej rzeczy spod pokładu, jak poprosić o nią kolegę, który akurat ma ją w pobliżu. Bardzo ciekawą właściwością braci żeglarskiej jest to, że brak tu tytułowania związanego z wiekiem. Nieważne czy rozmowa toczy się między dwunastolatkiem a osiemdziesięciolatkiem – zwracają się oni do siebie po imieniu. A to zdecydowanie ułatwia komunikację i przełamywanie barier. Dopuszczalną formą jest zwrot „panie kapitanie”, „panie sterniku” etc. – służy to oczywiście zaznaczeniu hierarchii dowodzenia łajbą. I stąd wynika kolejna istotna nauka: w kryzysowej sytuacji umiemy dokładnie słuchać i wykonywać polecenia dowodzącego, co nierzadko potrafi uchronić od uszkodzeń zarówno załogę jak i jacht. Wtedy uczymy się również, jak ważne jest to, aby całkowicie móc POLEGAĆ NA SOBIE.
Skoro już mowa o interakcjach społecznych. Należy wspomnieć, jak te wszystkie małe rzeczy, które składają się na wspólne żeglowanie, mieszkanie, spanie, jedzenie i sprzątanie niesamowicie zbliżają ludzi. Zupełną normą są przypadki zawiązania się przyjaźni, ba, nawet miłości, które trwają w najlepsze również po zakończenia sezonu. I kolejnego sezonu też. I kilku innych także.
Następną, niezwykle przydatną cechą, jaką można nabyć na żaglach, jest wypracowanie sobie POCZUCIA OBOWIĄZKU. Załoga jest bowiem, dobrze naoliwionym mechanizmem, który nie działałby bez zaangażowania wszystkich, najmniejszych nawet trybików. I choćby początkowo trybiki te miały problem ze znalezieniem swojego miejsca i docenienia swojej użyteczności – już po paru dniach wszystko działa jak należy. Dlaczego? Bo innej możliwości nie ma. Jacht, jak wspomniano nie reprezentuje sobą zbyt wielkiego metrażu - chyba że mówimy o powierzchni ożaglowania. A takie warunki zmuszają każdego do wykonywania swoich obowiązków. Zazwyczaj nie są to wielkie rzeczy, ale te zwykle, proste, jak klarowanie pokładu, sprzątanie po sobie, wspólne gotowanie czy zmywanie. Bardzo szybko załoga się przekonuje, że niewykonanie swojego zadania przez jedną osobę znacząco utrudnia wszystkim życie pokładowe. A stąd już prosta droga do SAMODZIELNOŚCI...
Najważniejszą nauką, jaką raczy nas żeglarstwo na wiele sposobów, jest POKORA. Nie ma drugiego tak dobitnego przykładu oddziaływania natury na życie człowieka. A widać to na każdym kroku – w prędkości jaką łódka tnie taflę wody przy silnym wietrze, mknąc do celu oraz w jeszcze większej prędkości, z jaką łódka ucieka do portu lub brzegu w obliczu nadciagającej burzy. Sprawa zdecydowanie komplikuje się podczas rejsów morskich, kiedy może nie być gdzie uciec. I jest to przykład sytuacji, w której bezwzględnie należy wykonywać polecenia skippera. Mimo przeróżnych udogodnień, które mają zapobiegać odciskom na dłoniach od lin zmieniających położenie żagli względem wiatru – takowe zawsze się trafią. Naprawdę zawsze. Niezapomnianą lekcją jest również wielogodzinne „smażenie się” na pokładzie przy gładkiej jak stół powierzchni jeziora, gdy brak wiatru lub/i benzyny w silniku, aby dotrzeć do portu. Wtedy zawsze w ruch mogą pójść pagaje (łódkowe wiosła)… i wracamy do odcisków! Oczywiście nie każdemu będzie dane przeżyć wszystkie wymienione sytuacje. I również będzie to aspekt ludzkiego uzależnienia od sił natury. Ostatecznym dowodem na odbycie w całości lekcji pokory, może być nieopisana radość po przybiciu do brzegu.
Jedyną opcjonalną cechą jaką możemy nabyć - jest MIŁOŚĆ DO ŻEGLOWANIA. Rzeczą gustu jest bowiem zamiłowanie do brzmienia gitary przy blasku i trzaskach ogniska, do chóralnego śpiewu mężczyzn i kobiet, do tekstów pieśni żeglarskich czy szant albo wesołych wieczorów z tańcami i koncertami w portowej tawernie. Niestety, gdy już raz pokochasz żagle, nie ma odwrotu. Zawsze idzie to w parze z tęsknotą, by kolejny raz stanąć na pokładzie, poczuć wiatr we włosach i usłyszeć szum fal… Warto wtedy pamiętać, aby stosować w życiu to czego nauczyły nas żagle i zanucić słowa „za wszystkie miłe rady, dziękuję tobie morze”.
Ewa Chruślak
m. instruktor żeglarstwa PZŻ
sternik i wychowawca na obozach HKŻM „Szkuner”
wychowanek klubu
studentka prawa Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego
