Artykuł archiwalny
Prawdziwe spotkanie
Kochając w bliźnim Jezusa ukrytego w głębi jego duszy, kochamy w nim właśnie to, co najgłębsze, to, co w nim osobowe. Miłość bliźniego ze względu na jego pięknie zbudowane ciało, jego wspaniałe cechy charakteru czy ogromne uzdolnienia, albo z uwagi na przyjaźń mi okazywaną, nie jest prawdziwą miłością. Prawdziwa, autentyczna miłość kocha to, co najgłębsze: to, że mój bliźni jest ikoną Chrystusa, że zamieszkuje w nim przemieniony Pan. A fakt, że w tym i poprzez to również Bogu sprawiamy radość, nie umniejsza wagi całej sprawy. Człowiek jest podobny do solidnie obwarowanego miasta: skrywa się, chroni i odgradza jego murami. Jednak autentyczna miłość wnika do wnętrza miasta i odkrywa ukryty skarb, którego właściciel prawdopodobnie sam jeszcze nie odkrył. Możliwe, że najistotniejszym zadaniem miłości jest wniknąć przez te zewnętrzne mury, aż do centrum miasta i tam szeptać albo wołać do drugiego: „Przyjdź do domu!” Jednakże uczynić to może tylko ten, kto sam zamieszkuje w swoim centrum. Prawdziwa miłość nie chce spotykać bliźniego na obrzeżach miasta, gdzie tkwi on w swojej wieży strażniczej. To nie tak, miłość bowiem spieszy, aby spotkać go w domu, gdzie jest on sobą, gdzie stanowi jedno z Chrystusem.
(Wilfrid Stinissen †)
