Przejdź do treści

Bezpłatny miesięcznik o zdrowiu dla pacjentów z Radomia i okolic. Wydawany od grudnia 1995 roku.

Artykuł archiwalny

Dobry papież – zły Kościół

Redakcja Zdrówka

Felieton ks. dra Andrzeja Jędrzejewskiego z cyklu „O polityce niepolitycznie”.

W większości mediów, w wypowiedziach licznych publicystów i komentatorów dość łatwo daje się zauważyć niemalże obowiązujący schemat interpretacyjny, który można wyrazić formułą: dobry papież, zły Kościół. A już szczególnie zły ten Kościół w Polsce. Wypowiadającym się w tym duchu nie można oczywiście zarzucić niechęci do Kościoła, bo przecież z entuzjazmem mówią o jego widzialnej głowie, a że krytyczni wobec rodzimego duchowieństwa, z wyjątkiem ks. Bonieckiego, Lemańskiego i może jeszcze paru innych dobrych księży, to oczywiście tylko z troski o konieczne zmiany w Kościele i, a jakże, w duchu papieża Franciszka. Te zmiany, wręcz rewolucję w nauczaniu Kościoła, co rusz zwiastują krzyczące tytuły: „Rewolucja w Kościele”, „Zaskakująca wypowiedź papieża”, „Sensacyjny wywiad papieża Franciszka”, „Papież bierze w obronę kobiety po aborcji”. Gdy jednak sięgniemy do wypowiedzi papieża, w żaden sposób tych sensacji i rewolucji dopatrzeć się nie można. Przecież w stwierdzeniu papieża, że kobieta, która dopuściła się aborcji i szczerze za to żałuje, zasługuje na miłosierdzie, nie ma absolutnie nic nowego. Ileż mogłyby o tym powiedzieć, gdyby nie musiały milczeć, choćby stojące w naszych kościołach konfesjonały. Rzekomo sensacyjna wypowiedź papieża o konieczności otoczenia troską osób rozwiedzionych i małżeństw niesakramentalnych, w rzeczywistości jest też czymś oczywistym. Jan Paweł II w adhortacji Familairis consortio wręcz zobowiązuje duszpasterzy do otoczenia szczególną duszpasterską opieką osoby rozwiedzione i ich powtórne – już tylko cywilne – związki. Sporo na ten temat było też choćby na ostatnim synodzie biskupów, jeszcze za papieża Benedykta XVI. O kolejnej „sensacyjnej” wypowiedzi Ojca Świętego na temat stosunku Kościoła do homoseksualistów, sam Franciszek powiedział, że stwierdził tylko to, co jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Oczywiście, obecny papież inaczej rozkłada akcenty, nie można przeoczyć choćby tego przesłania, że na pierwszym miejscu ma być promieniująca moc Ewangelii, a dopiero z jej przyjęcia zrodzą się skutki moralne i że „głoszenie zbawczej miłości Boga przeważa nad obowiązkami moralnymi i religijnymi, podczas gdy dziś nieraz wydaje się, że jest odwrotnie”.

Żeby nie dać się zmanipulować informacjami w duchu „dobry papież który zmienia Kościół i zły Kościół, który nie chce się zmienić”, warto sięgać bezpośrednio do wypowiedzi papieża, a nie poprzestawać na ich interpretacjach, czy zdaniach wyrwanych z kontekstu. Dobrze by też było, byśmy nie przeoczyli tej homilii Franciszka, która jakoś nie wzbudziła takiego entuzjazmu liberalnych mediów i nie doczekała się sensacyjnych nagłówków, a która dotyczy konieczności zaangażowania katolików świeckich w politykę.

Papież mówił: „Nikt z nas nie może powiedzieć «Ja w to nie wchodzę, to oni rządzą…». Ależ nie, odpowiadam za to jak rządzą i muszę uczynić wszystko, co w moich siłach, aby rządzili dobrze, starając się jak najpełniej uczestniczyć w życiu politycznym. Polityka – mówi nauka społeczna Kościoła – jest jedną z najwznioślejszych form miłości, gdyż jest służbą dobru wspólnemu. Nie mogę umyć rąk. Wszyscy musimy coś dać z siebie” – powiedział Ojciec Święty. To oczywiście także nie jest jakaś nowa wypowiedź. Bardzo zdecydowane słowa w tym względzie napisał Jan Paweł II choćby w adhortacji Christifideles laici, gdzie czytamy, że „katolicy świeccy nie mogą rezygnować z udziału w polityce, czyli w różnego rodzaju działalności gospodarczej, społecznej i prawodawczej, która w sposób organiczny służy wzrastaniu wspólnego dobra” (ChL 42), zaś „Bierność, która zawsze była postawą nie do przyjęcia, dziś bardziej jeszcze staje się winą. Nikomu nie godzi się trwać w bezczynności” (ChL 3). Bardzo podobne wypowiedzi znajdujemy w Nocie Doktrynalnej Kongregacji Nauki Wiary na temat zaangażowania katolików w politykę, podpisanej przez ówczesnego prefekta kard. Ratzingera, a także w jego papieskiej encyklice Veritas in caritate.

Te wypowiedzi, także w ustach Franciszka, nie spotykają się już jednak z wielkim entuzjazmem liberalnych mediów, bo rzeczywiście są pod prąd rozpowszechnionej mentalności, że wiara nie powinna mieć nic do powiedzenia w polityce, a katoliccy wyborcy, parlamentarzyści, ministrowie itd., nie powinni swego katolicyzmu do polityki „mieszać” Tymczasem Franciszek (nic to zresztą nowego w społecznym nauczaniu Kościoła) mówi: „Dobry katolik miesza się do polityki, dając z siebie to, co najlepsze, aby rządzący mógł rządzić”. Zdaniem papieża, każdy z nas poprzez wyrażanie swej opinii, a także uwag krytycznych powinien współpracować w budowaniu dobra wspólnego. Tym jednak, co ma być szczególnie ważnym wkładem chrześcijanina w politykę, „najlepszą rzeczą, jaką możemy dać rządzącym [jest] modlitwa! Chrześcijanin, który nie modli się za rządzących nie jest dobrym chrześcijaninem!” – mówi papież. Czy na pewno dobrze jest prosić Boga o pomoc dla kogoś, kogo bardzo źle oceniamy? Oto papieska odpowiedź na tego typu wątpliwości: „«Ależ, Ojcze, jakże mogę za niego się modlić? To człowiek, który mi nie pasuje… ». «Módl się, żeby się nawrócił!». Ale módl się”. A żeby już nie było żadnych wątpliwości, że tak właśnie trzeba, Franciszek dodał: „Nie mówię tego ja, ale św. Paweł, Słowo Boże”.

Tematy

Przyjaciele Zdrówka

Szpitale i instytucje